Wkładamy kombinezony Na głowę

drzwi wewnętrzne |Parkiet korkowy |outsourcing it

„Wkładamy kombinezony. Na głowę specjalny kask ochronny, do butów gumowe, amortyzujące wkładki. Ukośną rynną zjeżdżają z magazynowego okienka fabrycznie zapakowane spadochrony. Plecowe — po jednym dla każdego. Dopasowujemy i zakładamy na siebie uprząż. Despatchcr zapewnia o niezawodności sprzętu, a na koniec rzuca niefrasobliwie
— Nie warto się martwić na zapas. Producent to pewna firma i gdyby nawet spadochron się nie otworzył, fabryka przysyła natychmiast nowy.
Makabryczny żart. Przez chwilę mamy szczerą ochotę pobić naszego instruktora.
Zbiórka w szeregu, potem w prawo zwrot i biegiem marsz do samolotu. Szybko, szybko! Żeby się ktoś przypadkiem nie rozmyślił.
W samolocie siadamy przy chwilowo zasłoniętej klapą dziurze, według kolejności numerów. „Wykidajło" przypina „linki życia" do specjalnych uchwytów w ścianach kadłuba. Start i po kilku minutach jesteśmy nad zrzutowiskiem. Pułap 600 metrów.
Klapa już usunięta znad dziury. Jako numer drugi siedzę tuż nad jej krawędzią. Po stronie przeciwnej numer pierwszy. Nagle słyszę komendę „Action station number one!", a po chwili wypychający wrzask „Go!"
Głowa numeru pierwszego znika z mojego pola widzenia. Bez namysłu rzucam się złączonymi nogami do otworu i już w locie słyszę skierowane do mnie owo „go!". Zamykam instynktownie oczy. W twarz uderzają strugi powietrza. Skaczę przecież od ogona, jakby pod prąd. Lecę po ostrej paraboli w dół. Jakże to długo trwa! Dlaczego ten spadochron się nie otwiera Wreszcie potężne szarpniecie. Ostrożnie rozwieram zaciśnięte powieki. Co za ulga. Nad głową kołysze się majestatycznie biała czasza. W dole zaklęsła misa ziemi, mieniąca się zielenią w ostrych promieniach słońca.“(1)

<<<< Zasadnicze starcie miało | - Pan dyrektor otrzymał telegram >>>>

szkoły jogi kraków |Domy Szczecin |pompka próżniowa powiększenie