- Właściwie nie bardzo - wyrzekł
„— Właściwie... nie bardzo — wyrzekł ze zdziwieniem Leon. — Coś mi, owszem, chodzi po głowie, ale... ale...
Słuchawka milczała, nikt mu nie pomógł dokończyć zdania. Stanowczo na linii telefonicznej były jakieś zakłócenia, jeżeli w istocie nie urwał się ze słupu drut. Z drugiej strony milczenie tej słuchawki zmuszało go raczej do
C — Słowacki wysp tropikalnych
jąkania się, do jąkającej się inicjatywy tak zawsze bywa, że jeżeli w towarzystwie ktoś zamilkł, to przymusza tym milczeniem do zadania mu jakiegoś pytania lub do kontynuacji samemu urwanej rozmowy. W słuchawce słychać było tylko oddech czyjejś piersi. Jakiś czający się szmer.
— Halo! — powtórzył Leon przymuszony do inicjatywy. — Czy pan kapitan mnie słyszy
— Słyszę — odezwał się kapitan, wciąż czemuś opryskliwie. — Pan mnie może dlatego sobie nie przypomina, że właściwie był wtedy jeszcze prawie wyrostkiem. Chodził pan w akademickiej konfederatce. Bywałem u matki pana dość częstym gościem. Znałem też pana Melchiora Wachickiego.
— A! — zawołał Leon. — Teraz zaczynam coś... w istocie, coś mi zaczyna chodzić po głowie... Tylko jeszcze niedokładnie...
Mówił konwencjonalną nieprawdę, bo chociaż w istocie w głowie mu „coś jakby chodziło", to chodzenie to nie miało związku, ani z matką, ani z ojcem, ani z ich mieszkaniem przy Polnej, zawsze wypełnionym poplecznikami „Dziadka". Ale z czym się naprawdę łączyć mogło to „coś chodzącego", tego nie wiedział. Glątwa! Ten kapitan to z pewnością dawniejszy przyjaciel mamy, pomyślał. Tylko czego ode mnie chce o tej rannej porze i dlaczego co chwila tak krępująco milknie“(2)
<<<< W innych oddziałach powstańczych
| Jedna tylko rzecz >>>>