- Ale czy będziesz wiedział którędy
„— Ale czy będziesz wiedział, którędy się wychodzi
— Ha, jeślibym nie wyszedł, przyjdzie ktoś taki, co pomoże wyjść stamtąd.
— Cóż to za jeden
—Gonchon, Mirabeau ludu! Tamten aż zadrżał, oczy mu zabłysły.
— Znasz go
— Nie.
— No to dlaczego liczysz na niego
— Poznam go. Powiedziano mi, że pierwsza osoba, do której się zwrócę na placu Bastylii, zaprowadzi mnie do niego. Jesteś na tym placu, więc mnie do niego zaprowadź.
— Czego chcesz od niego
— Mam mu oddać tę kartkę.
— Od kogo
— Od Marata.
— Od Marata Znasz go
— Przed chwilą się z nim rozstałem.
— Gdzie
— W Ratuszu.
— Co on tam robi
— Poszedł do Inwalidów, ażeby uzbroić dwadzieścia tysięcy ludzi.
— W takim razie daj mi ten papierek. To ja jestem Gonchon!
Billot cofnął się.
— To ty jesteś Gonchon — zapytał.
— Przyjaciele — zwrócił się nieznajomy w łachmanach do otaczających go ludzi — oto człowiek, który mnie nie zna i pyta się, czy doprawdy jestem Gonchonem...
Tłum wybuchnął śmiechem — każdemu bowiem zdawało się, że jest rzeczą niemożliwą nie znać tego ulubionego przez wszystkich mówcy.
— Niech żyje Gonchon! — zawołało parę tysięcy głosów.
— Oto mój papierek! — powiedział Billot podając kartkę.
— Przyjaciele — rzekł Gonchon po przeczytaniu jej, po czym klepiąc Billota po plecach, ciągnął dalej — to nasz brat, Marat, mnie go poleca. Możemy więc liczyć na niego. Jak się nazywacie, obywatelu“(4)
<<<< Jedna tylko rzecz
| Jej głównym nurtem były >>>>